Galeria

Inbal – po warsztatach

Każdy wyjazd, każda podróż to szczególny czas. Czas zawieszenia w jakiejś innej przestrzeni. Wychodzisz z domu z torbą lub plecakiem i już zaczynasz czuć się inaczej. Ja trochę czuję się tak, jakbym była kimś innym. Dom i wszystkie sprawy dnia codziennego zostają gdzieś daleko, a ja wchodzę w inny świat. Tym razem  to był przede wszystkim świat tańca. Cały weekend z tańcem i śpiewem izraelskim, trochę salsy i tańca brzucha. Nawet w snach widzę kroki i słyszę muzykę, do której tańczę.

Oren Aszkenazi, jak zawsze, sprawdził się jako fantastyczny instruktor. Urocza Lena, jego żona, prowadziła tańce dla początkujących. Uri Zer, żywiołowo prowadził lekcje śpiewu. Jego entuzjazm udzielił się całej grupie, a energia jaką emanował wypełniała pomieszczenie po brzegi! Każdą wolną chwilę (choć przyznaję, że nie było ich dużo), głównie przy posiłkach, Lena, Oren i Uri wykorzystywali na to, żeby poznać nas bliżej.

Mimo że nigdy nie interesowałam sie sztukami walki, poszłam na Krav Magę. Jest to technika, w której wykorzystuje się naturalne odruchy człowieka, jest pełna logiki, wyostrza zmysły. Zdecydowanie polecam ją każdemu i myślę, że włączenie do programu Inbalu tych zajęć, to strzał w dziesiątkę!

Poza tym, a może przede wszystkim, taki wyjazd to spotkanie z przyjaciółmi – również pasjonatami tańca izraelskiego, z którymi można nie tylko wymienić się doświadczeniem tanecznym, ale pośmiać się i spędzić razem cudowny weekend.

Weekend z tańcem się kończy, tanecznym krokiem (choć z lekkim żalem) wracam do krakowskiej rzeczywistości, jadąc pociągiem nie tylko wspominam to, co było, ale myślę już o tym, kiedy znowu będzie taka impreza!

Awa

Po powrocie Awa i Ewa podzieliły się z nami wrażeniami i nauczyły nas jednego z tańców, który przypadł im do gustu: „Anachnu Kana” (Jesteśmy Tu). Choreografię do tego tańca wspólnie ułożyli: Lena i Oren Ashkenazi. Swoją drogą, tytuł jest bardzo wymowny… :)

Reklamy

Możliwość komentowania jest wyłączona.